Marcin MazurekRSS

Jaki jest mój adres IP i dlaczego 192.168.1.10 to zła odpowiedź

Administrator po drugiej stronie prosi krótko: „podaj swój adres IP, wpiszemy go na białą listę". Zaglądasz w ustawienia sieci w Windowsie, przepisujesz to, co tam widzisz, i odsyłasz: 192.168.1.10.

Nie o ten adres chodziło. Ten sam ma połowa Polski.

Dwa adresy, dwie różne rzeczy

Komputer w domu czy w biurze ma adres nadany przez router. Zaczyna się od 192.168, 10. albo 172.16–172.31 i jest widoczny wyłącznie wewnątrz sieci lokalnej. Router używa go do rozróżniania urządzeń u siebie i nikt spoza tej sieci go nie widzi.

Adres publiczny dostaje od operatora router, nie komputer. To ten adres widzi serwer, do którego się łączysz — i to jego pytają administratorzy, gdy mowa o białej liście, dostępie do panelu albo blokadzie na firewallu.

Nie odczytasz go z ustawień Windowsa. Musi Ci go pokazać coś, co jest po drugiej stronie połączenia.

Co widać poza samym adresem

Do tego mam mojip.com.pl — wchodzisz i adres jest na wierzchu, do skopiowania. Pod spodem jest reszta, która przydaje się rzadziej, ale wtedy przydaje się naprawdę:

  • Nazwa hosta z odwrotnego DNS. Po niej zwykle od razu widać operatora i typ łącza.
  • Pula adresów operatora i numer systemu autonomicznego. To jest odpowiedź na pytanie, o które administratorzy proszą najczęściej po pierwszej odmowie: „to podaj zakres".
  • Rejestrator (u nas RIPE) z odnośnikiem do pełnych danych. Stamtąd biorą się adresy do zgłaszania nadużyć.
  • Wykryte nagłówki serwera pośredniczącego. Jeśli siedzisz za firmowym proxy albo za VPN-em, zwykle to widać.

Ten adres bywa zmienny

Na łączu domowym adres publiczny potrafi się zmienić po restarcie routera albo po nocnej przerwie u operatora. Biała lista zbudowana na takim adresie działa do pierwszej awarii prądu.

Gorzej, jeśli operator stosuje CGNAT — wtedy jeden adres publiczny dzieli między siebie wielu abonentów i Twój „własny" adres nie jest w ogóle Twój. Przy dostępie do systemów firmowych to argument za stałym adresem w umowie albo za VPN-em zamiast filtrowania po IP.

Kiedy adres wraca do Ciebie w postaci odbitej poczty

Drugi powód, dla którego ludzie w ogóle sprawdzają swoje IP: przestały dochodzić maile. Serwery pocztowe odpytują publiczne czarne listy DNSBL i jeśli adres tam figuruje, wiadomość odbija się z komunikatem, którego nikt nie czyta do końca.

Na jedną listę można trafić przez zainfekowany komputer w sieci, na inną przez sam fakt, że łącze jest domowe. Dlatego sprawdzenie od razu na ośmiu listach naraz ma sens — wpis na jednej nie oznacza wpisu na pozostałych, każda zbiera adresy według własnych kryteriów i według własnych reguł je usuwa. Wynik z podziałem na poszczególne listy jest na tej samej stronie, w sekcji o czarnych listach.

Czego stąd nie wyczytasz

Lokalizacja przy adresie IP to lokalizacja operatora, nie Twoja. Mnie od lat wychodzą współrzędne Warszawy, choć w Warszawie nie mieszkam — bo tam ma węzeł firma, która przydzieliła adres. Kiedy ktoś opowiada, że „namierzył kogoś po IP z dokładnością do ulicy", to albo mówi o czymś innym, albo zmyśla.

Adres IP nie wskazuje też osoby. Wskazuje abonenta łącza, a kto przy tym łączu siedział, wie tylko operator i tylko na wniosek uprawnionego organu.

Zobacz również