Marcin Mazureknarzędzia online · artykuły · księgarniaRSS
Okładka: Legendarni i Tragiczni. Eseje o polskich poetach przeklętych

Legendarni i Tragiczni. Eseje o polskich poetach przeklętych

Autor: Jan Marx

Inne wydawnictwa (PWN)

44,33 zł 70,00 zł -37%

Kup w Księgarni PWN

Kategorie
Pozostałe książki
Wydawca
Książka i Wiedza
Rodzaj
książka

Opis

O poetach przeklętych Mówiąc o poetach przeklętych warto może pamiętać o tym, co napisał Jean Paul Sartre w rozprawie Egzystencjalizm jest humanizmem: Człowiek jest posiadaczem natury ludzkiej. Tę ludzką naturę, która jest koncepcją człowieka, odnajdujemy u wszystkich ludzi, co znaczy, że każdy człowiek jest poszczególnym przykładem pojęcia ogólnego: człowiek. (...) Człowieka w pojęciu egzystencjalisty nie można zdefiniować dlatego, że jest on pierwotnie niczym. Będzie on czymś dopiero później, i to będzie takim, jakim się sam uczyni. A więc nie ma natury ludzkiej, ponieważ nie ma Boga, który by ją w umyśle swym począł. Człowiek jest poza tym nie tylko taki, jakim siebie pojmuje, lecz również taki, jakim chce być, jakim się pojął po zaistnieniu i jakim zapragnął być po tym skoku w istnienie. Człowiek jest tylko tym, czym siebie uczyni. (...) Człowiek jest przede wszystkim projektem przeżywanym subiektywnie, miast być pianą, pleśnią czy kalafiorem. Przed tym projektem nic nie istnieje uprzednio, nic nie istnieje innego w sferze poznawalności. Człowiek przede wszystkim będzie tym, co stanowi realizację jego woli. Nie tym jednakże, czym pragnąłby być. Gdyż to, co rozumiemy zwykle przez wolę, to jest już decyzja świadoma, która dla większości z nas następuje później od tego, co powstało samorzutnie jako pragnienie. Stary to paradoks, że uczucia, które się gra, i uczucia, które się przeżywa, są to sfery prawie nie do rozróżnienia. Bo przecież uczucia budujemy przez czyny. Pisze Sartre: Doktryna (egzystencjalizm — J.M.), którą wam przedstawiam, zdecydowanie neguje kwietyzm, ponieważ głosi: nie ma innej rzeczywistości jak tylko działanie. Idzie ona zresztą jeszcze dalej, ponieważ dodaje: człowiek jest tylko i wyłącznie projekcją, istnieje tylko o tyle, o ile realizuje siebie, jest tylko zespołem swoich czynów, jest tylko swoim własnym życiem. Po tym, co się powiedziało, możemy zrozumieć, dlaczego nasza doktryna tak przeraża pewną ilość ludzi. Często bowiem mają oni tylko jeden sposób, aby znieść swoją nędzę, a jest nim myśl: okoliczności mi nie sprzyjały, wart jestem dużo więcej od tego, czym byłem. Nie przeżyłem wielkiej miłości ani wielkiej przyjaźni, ale tylko dlatego, że nie napotkałem kobiety albo mężczyzny, którzy byliby tego godni. Nie napisałem dobrych książek, ale tylko dlatego, że nie miałem na to wolnego czasu. Nie miałem dzieci, którym mógłbym się poświęcić, ale tylko dlatego, że nie znalazłem człowieka, z którym mógłbym związać swe życie. Pozostała więc we mnie masa skłonności, dyspozycji, możliwości nie wyzyskanych, a całkowicie żywotnych, które mi nadają wartość znacznie większą niż ta, która wynika po prostu z moich czynów. Otóż dla egzystencjalisty istnieje tylko taka miłość, która się realizuje, tylko taka możliwość miłości, która się uzewnętrznia. Nie ma geniuszu poza tym, który wyraża się w dziełach sztuki: geniusz Prousta jest to całość dzieł Prousta, geniusz Racine’a jest to cykl jego tragedii. (...) Jednakże kiedy mówimy: jesteś tylko tym, czym jest twoje własne życie, to z tego nie wynika, że artysta np. będzie sądzony wyłącznie według swych dzieł. Tysiąc innych rzeczy przyczyni się również do jego określenia. Chcemy tu powiedzieć, że człowiek jest wyłącznie serią przedsięwzięć, że jest ich sumą, organizacją, zespołem związków, które tworzą te przedsięwzięcia. Mówiąc prościej, a wiec z konieczności również trywializując myśl filozofa, przeznaczenie człowieka zawarte jest w nim samym. Człowieka nic nie uchroni od niego samego. W biografiach poetów często spotykamy strefy ciemności lub w najlepszym razie mroku, których nie są w stanie rozjaśnić do końca nawet skrupulatne badania. Tam gdzie nie staje wiarygodnych świadectw w postaci korespondencji, dokumentów, przekazów ustnych, pamiętników, dzienników, niezwykle trudno wywołać dawne klisze. Nie tylko zresztą dawne. Bo przecież w każdym poecie istnieją suwerenne strefy ciszy, do których nie dopuszcza on nawet najbliższych na odległość mniejszą niż intuicja, przeczucie. Wywoływaczem psychologicznym z braku materialnego, pozwalającym rozjaśnić te strefy mroku i zaludnić strefy ciszy, byłaby zatem wyobraźnia czytelnika, krytyka, historyka literatury. Nie jest to sprawa łatwa. Poeci często zacierają za sobą ślady skierowując czytelnika na błędny trop. Próba rekonstrukcji prawdy przez trawestację i weryfikację tych tropów wydaje się zajęciem tyleż karkołomnym, co daremnym. Tyczy to również świadectw krewnych, przyjaciół. Trzeba je traktować ostrożnie, nieufnie i sceptycznie. Podobnie jak dokumenty autentyczne. Listy, notatki, zapiski, pamiętniki samych poetów rzadko pozwalają rozjaśnić ów mrok bardziej, niż tylko pełgającym płomykiem prawdopodobieństwa. Bo poeta bardziej niż inny artysta — malarz, muzyk — wykreowuje swą biografię. Mitomania poetów i pisarzy jest przysłowiowa. Swoją biografię traktują jak temat literacki. I często to, co skłonni bylibyśmy traktować jako autentyczne, ma ledwie cień wiarygodności, gdyż transpozycja faktu jest mniej je

Linki do księgarni są linkami partnerskimi Grupy Helion i Księgarni PWN (przez sieć Adtraction). Ceny i dostępność pochodzą z oferty wydawcy i mogą się zmienić.